Zegarki sportowe często są ciężkie, toporne i nadają się głównie na trening. Suunto Race 2 okazał się inny – lekki, wygodny i na tyle uniwersalny, że spokojnie nosiłam go od rana do wieczora, także poza aktywnościami. W tej recenzji dzielę się moimi wrażeniami z użytkowania – od monitorowania zdrowia po sportowe tryby i codzienne powiadomienia.
Kiedy pierwszy raz założyłam Suunto Race 2 na rękę, miałam wrażenie, że to zegarek, którego właściwie nie czuję. Mimo że koperta jest spora, to całość jest zadziwiająco lekka. To naprawdę robi różnicę, bo wiele sportowych modeli sprawia wrażenie „ciężaru na nadgarstku”. Tutaj nic takiego nie odczuwałam. Mogę go nosić cały dzień oraz noc i nie mam ochoty go zdejmować. Prezentuje się dobrze – nie jest przesadzony, nie wygląda jak wielka cegła, a w połączeniu z neutralnym paskiem pasuje zarówno do sportowego stroju, jak i bardziej oficjalnego. A jak już mowa o pasku, to Suunto wymyśliło wersję, gdzie zamiast klasycznej szlufki znajduje się wciskana końcówka trzymająca luźny fragment. Niestety to rozwiązanie nie jest zbyt wygodne. Zapinanie wymaga chwili zabawy i bywa irytujące, zwłaszcza gdy się spieszę. Po kilku dniach w miarę się przyzwyczaiłam, ale zwykła szlufka byłaby po prostu praktyczniejsza i szybsza w obsłudze.
Najbardziej doceniłam to, że Suunto Race 2 faktycznie pomagał mi zrozumieć, jak funkcjonuje moje ciało. Każdego ranka sprawdzałam jakość snu i często widziałam w danych potwierdzenie tego, co czułam – jeśli kładłam się późno albo budziłam w nocy, raport jasno pokazywał, że regeneracja była słabsza. Dopiero dzięki zegarkowi zauważyłam, jak bardzo brak snu wpływał na moje tętno w ciągu dnia. Pomiar saturacji traktowałam jako dodatek, ale kilka razy, kiedy czułam się gorzej, zobaczyłam delikatny spadek – i to dawało mi sygnał, żeby zwolnić. Z kolei monitorowanie pulsu stało się moim małym rytuałem – lubiłam porównywać, jak serce pracowało przy spokojnej kawie, a jak po interwałach na bieżni. To poczucie, że zegarek dawał mi wgląd nie tylko w trening, ale w codzienne zdrowie, sprawiało, że naprawdę chciało się go nosić non stop.
To właśnie sportowe funkcje były dla mnie najważniejsze i tu Suunto Race 2 zrobił na mnie największe wrażenie. Najczęściej korzystałam z trybu treningu obwodowego, czasem też wybierałam trening siłowy, chodzenie czy bieganie. Przełączanie między nimi jest banalne – wystarczy parę kliknięć i mogę ruszać. Podoba mi się, że ekrany w trakcie treningu są czytelne i nie muszę się zastanawiać, co gdzie jest. Kiedy trenuję i tylko zerkam na nadgarstek, od razu widzę wszystkie parametry, które mnie interesują – dokładnie to, czego potrzebuję.
GPS? Tutaj miałam spore oczekiwania, bo jeśli biegałam, to w lesie i chciałam, żeby zegarek był dokładny. Suunto Race 2 złapał sygnał w kilka sekund i prowadził mnie bez problemu. Po pierwszym biegu naprawdę byłam pod wrażeniem – ślad na mapie praktycznie idealnie pokrywał się z trasą, którą faktycznie zrobiłam.
Po każdym treningu od razu synchronizowałam dane z aplikacją – trwało to moment. Szczególnie polubiłam przeglądanie wykresów tętna i tempa, bo od razu widziałam, gdzie faktycznie przyspieszałam, a gdzie zwalniałam. To pozwoliło mi lepiej analizować interwały i planować kolejne treningi. Doceniam też to, że w aplikacji nie ma miliona zbędnych zapychaczy – są konkretne dane, które faktycznie mnie interesują.
Po kilku dniach noszenia zaczęłam traktować Suunto Race 2 jak zwykły zegarek, który był ze mną od rana do wieczora. Na co dzień najbardziej doceniłam powiadomienia – kiedy siedziałam w pracy i telefon miałam w plecaku albo na biurku, szybki rzut oka na nadgarstek wystarczał, żebym wiedziała, czy to było coś pilnego, czy mogłam spokojnie dokończyć to, co robiłam. Ekran był wystarczająco wyraźny, żebym bez problemu odczytała wiadomość nawet w pełnym słońcu. Bateria też mnie pozytywnie zaskoczyła. Spodziewałam się, że przy takim intensywnym korzystaniu – monitorowaniu snu, kilku treningach w tygodniu, powiadomieniach – będę musiała ładować go codziennie. Tymczasem spokojnie wytrzymywał do tygodnia. Najbardziej doceniłam to podczas weekendowego wypadu – nie musiałam brać ze sobą ładowarki, bo wiedziałam, że zegarek i tak da radę.
Po trzech tygodniach z Suunto Race 2 mam takie wrażenie, że to zegarek, który naprawdę „wchodzi w życie” i się w nim sprawdza. Nie jest idealny – pasek potrafi zirytować, zwłaszcza na początku, i wiem, że zwykła szlufka byłaby wygodniejsza. Ale reszta? Zdecydowanie na plus. Lekkość, fakt, że mogę go nosić non stop bez uczucia ciężaru, dokładny GPS w lesie, wiarygodny pomiar tętna i fajne raporty ze snu sprawiają, że faktycznie czuję, że to narzędzie pomaga mi monitorować zdrowie i treningi. Dla mnie to sprzęt, z którym chce się zostać – nie tylko na trening, ale też na co dzień. I to chyba największy komplement, jaki mogę dać zegarkowi sportowemu, bo większość takich modeli prędzej czy później ląduje w szufladzie. Ten zostaje na ręce.
Mam konto
Nie mam konta
Załóż konto
Administratorem Twoich danych osobowych będzie właściciel sklepu Zegarownia.pl - firma 57 Concepts Sp. z o.o. Sp. k. Al. Witosa 31, lok. 115, 00-710 Warszawa. Podanie danych jest dobrowolne, ale korzystanie ze sklepu internetowego może okazać się nie w pełni możliwe. Masz prawo wglądu do treści moich danych osobowych, ich poprawiania i usunięcia. Dane osobowe przetwarzane będą przez okres 10 lat.
Zapomniane hasło