Przygody są tam, gdzie jest mniej komfortowo - wyjątkowy wywiad z Kosmopolackiem

Przygody są tam, gdzie jest mniej komfortowo - wyjątkowy wywiad z Kosmopolackiem

Kuba Kowalewski

Człowiek w ciągłym ruchu. Jeśli nie próbuje jakiejś nowej dyscypliny sportowej, to prawdopodobnie jest w trasie i łapie stopa do Chorwacji. Miłośnik smartwatchy i zegarków zaawansowanych technicznie.

20 września 2019

Chcesz spotkać niedźwiedzia nocą w gruzińskim lesie? A może marzysz o poznaniu prawdziwej księżniczki Tybetu? Jeśli wybierzesz się w taką podróż, na jaką zdecydował się Kosmopolack, to tego typu przygody będą Twoją codziennością. O ciekawostkach z wyprawy rowerem przez świat, jej mocnych i nieco słabszych stronach, o samotnym podróżowaniu, a także przydatnym sprzęcie opowiedział nam Maciej Wdowski. Przeczytajcie ten wywiad i zainspirujcie się pasją do niebanalnego podróżowania!

Dlaczego zdecydował się Pan na podróżowanie samotnie?

W taką podróż chciałem jechać zawsze. Pochłonięty pracą zawsze odkładałem to na później. Później, potem, jutro, zaraz - mają to do siebie, że są zawsze aktualne, bo jutro jest zawsze jutro. Wygodnie. Splot kilku wydarzeń w moim zawodowym i prywatnym życiu - oba dość absorbujące - sprawił, że postanowiłem zmienić "później" na "teraz". W trzy miesiące powstał ramowy plan wyprawy. Wiedziałem, że jak teraz tego nie zrobię, to z żoną, dziećmi i w formie, którą sobie wybrałem, będzie to bardzo trudne.

Dlaczego samotnie? Odpowiem na to pytanie tak - pomyśl o tych znajomych, którzy kochają podróże. Mówiąc o znajomych mam na myśli prawdziwe znajomości, a nie wirtualne postaci, którym czasem skomentujesz zdjęcie. Teraz z tej grupy wybierz tych, którzy w trzy miesiące są w stanie być gotowi do drogi. W jednej chwili odpadną ludzie na etatach, związani kredytami mieszkaniowymi. Tuż za nimi, a pamiętajmy, że nastolatkiem nie jestem, znikną wszyscy w formalnych związkach i być może z dziećmi. Tych, którzy zostali poinformuj, że jadą na minimum dwa i pół roku. Ilu jest nadal zainteresowanych? Dodaj, że większość czasu spędzą na dzikich kempingach, w dżungli, w górach, w stepie albo w noclegowniach, których nie obejmuje żadna gwiazdkowa kategoria. Możesz dodać, że przez dużą część trasy trzeba się będzie myć w zimnej wodzie. W tym miejscu jedna moja koleżanka, która była żywo zainteresowana tym przedsięwzięciem i mogła sobie na nie pozwolić, zaczęła się wahać. Jak to wygląda u ciebie? Teraz dodaj, że cała trasa to minimum 50000 km i trzeba ją przejechać rowerem. Moja lista kompanów zrobiła się pusta. Masz kogoś chętnego? Ma szansę dołączyć na zjeździe z Kanady do Argentyny.

Jakie są zalety a jakie wady takiego sposobu podróżowania?

W tym trybie podróżowania wady i zalety trudno oddzielić. Każda zaleta może być wadą - wszystko zależy od okoliczności. Mógłbym powiedzieć, że gdy podróżujesz samotnie, ludzie nie widzą w tobie zagrożenia, chętnie cię goszczą, podchodzą, zagadują - to zdecydowanie zaleta. Niemal cały Kazachstan przejechałem będąc gościem w czyimś domu. Był prysznic, kolacja, łóżko, śniadanie i prowiant na drogę. Na to samo pytanie mogę odpowiedzieć tak - gdy podróżujesz samotnie, ludzie nie widzą w tobie zagrożenia - jesteś łatwiejszym celem dla kogoś o złych intencjach, niż grupa - to wada.

Leśną drogę nocą w gruzińskich górach przeciął mi niedźwiedź - nie było nikogo innego, kogo mógłby ewentualnie zjeść - to wada. W dżungli Sarawaku ugryzł mnie wąż - gdyby był ktoś obok, to mógłby organizować pomoc, gdyby było bardzo źle, a poza zasięgiem telefonu i z daleka od ludzkich osad samodzielna ewakuacja to niełatwa misja - to również wada. W japońskim Ehime na górskiej drodze przeleciałem przez kierownicę i potłukłem się srogo - jedyny samochód, który mnie mijał, przyspieszył i zwiał - byłem zdany wyłącznie na siebie i to chyba zaleta, bo oni mówią tylko po japońsku, więc i tak byśmy nic nie uradzili, hahaha.

W tym trybie podróżowania wady i zalety trudno oddzielić. Każda zaleta może być wadą - wszystko zależy od okoliczności (...) Leśną drogę nocą w gruzińskich górach przeciął mi niedźwiedź - nie było nikogo innego, kogo mógłby ewentualnie zjeść - to wada.

Mimo kilku incydentów przyznam, że mam szczęście do dobrych ludzi na swojej drodze. Świat nie jest tak zły jak przedstawiają go media. Do wyjątków miejscami należały Indie - jak krzyczą z plakatów w Delhi, żeby nie jechać do Kaszmiru - to trzeba ich słuchać. Raj na ziemi - tak mi to reklamowali, a ja bardziej brudnego miejsca nie widziałem w tej podróży. Tam dobrzy ludzie też pewnie są, ale giną w masie, która cię oblega na każdym kroku i próbuje oskubać. Nie ma tego złego - takie miejsca są najlepszą lekcją przetrwania - moje podejście ewoluowało. W stosunku do mało uprzejmych cwaniaczków zacząłem być od nich gorszy - działa, jak wszystko z zaskoczenia. Dla równowagi Himachal Pradesh przyjął mnie po królewsku, dosłownie. W trakcie TEDxDharamsala, do udziału w którym zaproszono mnie w charakterze gościa-niespodzianki, poznałem osobiście ostatnią księżniczkę Tybetu na wygnaniu.

Pewnego rodzaju regułą jest to, że im dalej od bardzo turystycznych ośrodków trafiam, tym bardziej przyjaznych ludzi spotykam. Są ciekawi kim jestem, skąd do nich przyjechałem. Chętnie pomagają, choć czasem nie mówią w żadnym z języków, w których jestem w stanie coś powiedzieć. W górach Tajwanu zaliczyłem trzy aborygeńskie imprezy, w tym dwa wesela. Ze znajomymi, którzy zabrali mnie tam ze sobą rozmawiałem za pośrednictwem Google Translate. Polski język jest trudny, chiński jeszcze bardziej - czasem było śmiesznie. Wiesz co jest największym bogactwem, które możesz posiąść? To znajomość języków czyli świat bez tajemnic. Nie przypadkiem Wieży Babel nie udało się dokończyć. Bogiem jest ten, kto może swobodnie przemierzać naszą planetę, rozmawiając ze wszystkimi po drodze w ich własnym języku.

Dużą wadą samotnych podróży są koszty - zarówno te finansowe jak i energetyczne. Gdy jedziesz z kimś, potrzebujesz jednego namiotu do spania, jeden zestaw narzędzi do naprawy sprzętu wystarczy - można dzielić ciężar. Gdy jedziesz samotnie - toczysz wszystko. Czasem, uwzględniając prowiant, ja, rower i ekwipunek, który ze sobą wiozę, to jakieś 160 kg. Zaletą jest to, że diety cię nie obowiązują. W większych miastach cena noclegu, to często cena dwuosobowego pokoju więc trochę przepłacam, bo hostele są luksusem wyłącznie turystycznych rejonów.

Który z odwiedzonych krajów zaciekawił Pana najbardziej?

Gdy podróżujesz skacząc samolotem, pociągiem czy autobusem po dużych ośrodkach turystycznych, dużych miastach wiedz, że wszystkie one są do siebie podobne i ludzie w nich żyją podobnie, bez względu na to czy jest to Warszawa, Bangkok czy Tokio.

Każdy z krajów, który przejechałem był ciekawy, inny. Chcesz zobaczyć jak żyje się w danym kraju? Pożycz skuter, rower i odwiedź jakieś małe miasteczko, jedź na wieś. Tam kraj, w którym jesteś, żyje naprawdę. Najciekawiej i najprawdziwiej zawsze było między dużymi miastami.

Chcesz zobaczyć jak żyje się w danym kraju? Pożycz skuter, rower i odwiedź jakieś małe miasteczko, jedź na wieś. Tam kraj, w którym jesteś, żyje naprawdę.

Miejscami, które ubarwią twój pobyt będą hostele i domy gościnne. Mnóstwo osób poznałem w ten sposób. Pamiętaj - hotel to miejsce w którym poziom mentalnej klaustrofobii jego tymczasowych mieszkańców rośnie wraz z ilością gwiazdek. To zbiorowisko osób, których nie łączą pasje - łączy ich hasło "urlop" i przypadkiem wszyscy znaleźli się w jednym miejscu o tym samym czasie. Jedyną szansę jakiejkolwiek interakcji dają wspólne posiłki, choć z doświadczenia wiem, że to też niezbyt dobrze działa, szczególnie w odniesieniu do permanentnie wystraszonych Francuzów.

Dom gościnny czy hostel to świat otwartych głów, które przyjechały skądś i jadą dokądś i zwykle mają milion rzeczy do opowiedzenia. Nie spodziewaj się luksusów ale pamiętaj - nie ściany tworzą miejsca, w których będziesz, a ludzie i nie mam tu na myśli personelu, który wśród zawodowych obowiązków ma wpisane bycie miłym, to złudne. Mam na myśli tych, którzy podobnie jak ty błądzą gdzieś po świecie.

Taki zestaw czynników, na który niewątpliwie masz wpływ sprawi, że w twoich podróżach pojawi się element Indiany Jonesa. Gwarantuję, że odwiedziny każdego kolejnego kraju będą prawdziwą przygodą i ciężko będzie wskazać najciekawszą z nich. Każda będzie inna.

Dlaczego w kwestii środka transportu postawił Pan akurat na rower?

Do chwili rozpoczęcia tej wyprawy, czyli do 16 maja 2017 roku prawdopodobnie więcej przepłynąłem żaglówką, niż przejechałem rowerem. Samolotami się nalatałem, autobusami i pociągami się najeździłem. Lubię robić rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiłem - zdecydowałem, że w tą podróż pojadę rowerem. W taką wyprawę rusza się raz w życiu. Nie chciałem niczego po drodze pominąć. Z nielicznymi wyjątkami przejechałem przez wiele ślicznych miejsc.

Kilka osób, które śledzą wyprawę, napisało mi, że to podróż ich życia. Trzeba jednak pamiętać, że przygody są tam, gdzie jest mniej komfortowo. Gruzję i Azerbejdżan przejechałem w środku upalnego lata, Tajwan przeciąłem w środku monsunu, Borneo w porze deszczowej, a Nepal późną jesienią. Niektóre podjazdy zajmowały mi jeden, dwa dni, inne cały tydzień.

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że ten środek transportu to był najlepszy wybór. Podczas wszystkich wcześniejszych podróży, w których celowałem zwykle w duże atrakcje turystyczne, widziałem niewiele.

Współpracuje Pan z marką G-SHOCK. Jakie funkcje powinien posiadać idealny model dla podróżnika?

Zegarek w podróży powinien być niezniszczalny. G-Shock spełnia swoje zadanie. Zajechałem już jeden rower - dosłownie. Zaliczyłem kilka wywrotek, dwie poważne w których zegarek szorował pod moim ciężarem po asfalcie. Działa! Pokazuje godzinę, pokazuje kierunek, temperaturę i wysokość. Alarm mam ustawiony na godzinę przed zachodem słońca - czas w którym zawsze zaczynam rozglądać się za miejscem, w którym mogę przenocować. Co mnie najbardziej urzekło w tym, który mam na dłoni? GWG-1000 nie ma klasycznej baterii - tarcza to panel słoneczny. Niezawodny i nieabsorbujący uwagi sprzęt, który działa zawsze, gdy go potrzebujesz, to najlepszy kompan w podróży.

Czy zegarek pomógł kiedyś Panu w kryzysowej sytuacji podczas podróżowania?

Na szczęście aż tak kryzysowo nie było. Wysokości sprawdzam na bieżąco, kilka razy zerkałem na kompas - jak wybierasz drogę na skróty przez kazachski step albo jedziesz mało uczęszczanym leśnym traktem, który wije się między drzewami dobrze wiedzieć, że wjazd do lasu jest cały czas mniej więcej za twoimi plecami.

Jaki model zegarka marki G-SHOCK jest Pana ulubionym?

G-Shocki znam z czasów mojej szkoły podstawowej, gdy szybkę osłaniały dwa metalowe druciki. Na wyprawę zabrałem Mudmastera GWG-1000, który jest ze mną już ponad dwa lata. W Tokio w centrali Casio od samego Kikuo Ibe - człowieka, który stworzył G-Shocka, dostałem w prezencie karbonowego GG-B100. Śmieję się, że jak się nie popsują, to będą to dwa ostatnie zegarki w moim życiu. Każdy z nich na swój sposób jest moim ulubionym zegarkiem - GWG-1000, bo jest ze mną od początku wyprawy i nigdy mnie nie zawiódł, GG-B100 - bo nie codziennie wręcza ci zegarek ktoś, kto zbudował jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie. Może dorzucę jeszcze kiedyś do kolekcji Rangemana GPR-B1000. Kusi!

Czy Kosmopolack zainspirował Was swoją opowieścią o ekstremalnej podróży przez świat? Mamy nadzieję, że tak i że dodało Wam to odwagi do tego, by odważniej stawiać na realizację własnych marzeń! Jeśli zainteresowaliście się również zegarkami, które poleca podróżnik, to koniecznie sprawdźcie zegarki G-Shock Mudmaster - niezawodne i niezniszczalne nawet podczas najbardziej wymagających wypraw!


Kuba Kowalewski

Człowiek w ciągłym ruchu. Jeśli nie próbuje jakiejś nowej dyscypliny sportowej, to prawdopodobnie jest w trasie i łapie stopa do Chorwacji. Miłośnik smartwatchy i zegarków zaawansowanych technicznie.